W Polsce jeszcze zbyt dużo przedsiębiorstw pozostaje w rękach państwa.

Historia dowiodła, że przedsiębiorstwa prywatne są o wiele sprawniejsze od przedsiębiorstw państwowych – firmy prywatne są taniej zarządzane, szybciej podejmowane są w nich decyzje, a ich strategia jest długofalowa – przewidziana na kilka lat do przodu.

W firmach państwowych menedżer zarządzający rozliczany jest za wyniki osiągnięte w danym roku, strategia firmy często podporządkowana jest interesowi aktualnie rządzącej partii politycznej, a nie całej wspólnocie (państwu) w dłuższej perspektywie.

W „rękach państwa” powinny pozostać jedynie przedsiębiorstwa ze strategicznych gałęzi, z zakresu infrastruktury, zabezpieczenia energetycznego kraju, a szczególnie tam, gdzie nie da się ograniczyć pozycji monopolistycznej.

Zdecydowania większość polskich przedsiębiorstw państwowych powinna już być dawno sprywatyzowana, ale w taki sposób, aby pozostały w polskim zarządzaniu (jak to jest w przypadku firmy PESA z Bydgoszczy). Przedsiębiorstwa te dużo szybciej rozwijałyby się, tworząc nowe miejsca pracy, zwłaszcza że wiele z nich posiada dobrą markę i wystarczająco duży efekt skali na rynku polskim.

Sprzedaż polskich firm państwowych zagranicznym inwestorom ma sens tylko wówczas, gdy w danej branży duże znaczenie ma tzw. „efekt skali”. Dzięki zagranicznemu inwestorowi zdolności konkurencyjne przedsiębiorstwa poprawią się.

Sprzedaż polskich przedsiębiorstw inwestorom, których właścicielem jest inne państwo lub fundusze inwestycyjne, niewiele zmienia w sprawności zarządzania tą firmą. Tworzy to sytuację, gdy bezpowrotnie pozbawiamy się możliwości konkurencyjności Polski w danej branży.

W sytuacjach, kiedy nie ma optymalnego kupca, który dawałby nadzieję na dalszy rozwój firmy na arenie międzynarodowej, lepiej byłoby, aby takie firmy dalej pozostały państwowe. Lecz aby politycy nie ograniczali ich rozwoju, należałoby je oddać w zarządzanie specjalnie utworzonym polskim funduszom powierniczym.

Sprzedaż polskiej firmy, która posiada w Polsce pozycję dominującą lub monopolistyczną, w ręce zagranicznych inwestorów jest szkodliwa dla Polski. Prowadzi to tylko do podniesienia cen na jej produkty bądź usługi. Sytuacja taka miała miejsce po sprzedaży Polskich Kolei Linowych i KG Jaworzyna Krynicka angielskiemu funduszowi inwestycyjnemu MID EUROPA.

Innym przykładem jest sposób prywatyzacji polskich cukrowni, w wyniku którego Polacy musieli jeździć do Niemiec po cukier, gdyż tam był tańszy.

Jeśli przy prywatyzacji uwzględnia się jedynie cenę zakupu, to ogranicza się możliwość konkurowania polskim inwestorom, którzy nie dysponują takim kapitałem, jak zagraniczne firmy. Te zaś nie muszą na to zaciągać kredytów, jak polscy inwestorzy, gdyż mają wolne środki i nie muszą ponosić dodatkowego ryzy-ka związanego z kredytowaniem.

Z procesem prywatyzacji wiąże się kwestia reformy polskiej służby zdrowia. Sprywatyzowanie opieki medycznej w Polsce zapewne podniosłoby jakość usług świadczonych w szpitalach, przychodniach i innych placówkach medycznych. Wówczas nie tylko Polacy mieliby dostęp do opieki lekarskiej na wysokim poziomie, ale także mieszkańcy bogatych europejskich krajów mogliby odpłatnie korzystać z polskich placówek medycznych. Z kolei wysoki poziom naszych szpitali i klinik przyciągnąłby z powrotem do naszego kraju polskich lekarzy, którzy obecnie rozwijają swoje umiejętności za granicą.

Służba zdrowia to olbrzymia część gospodarki, na której państwo powinno zarabiać, a nie dopłacać do niej. Jej prywatyzacja wprowadziłaby do tej dziedziny konkurencję, która wymusiłaby obniżenie cen na usługi medyczne, podniosła ich jakość oraz dostępność, a przy tym zlikwidowała korupcję. Na tym wszystkim skorzystaliby pacjenci i cała nasza wspólnota ekonomiczna.

Podobną sytuację można zaobserwować w przemyśle górniczym. Od kilkunastu lat nie zostały w nim przeprowadzone reformy służące polepszeniu sytuacji kopalń. Trudno dzisiaj zrozumieć próby blokowania przez rząd, sprzedaży nierentownych kopalń. Prywatny inwestor z pewnością zrestrukturyzowałby daną kopalnię, obniżył koszty wydobycia, aby kopalnia mogła przynosić zyski. A państwo, zamiast ciągle dopłacać do kopalń, mogłoby czerpać zyski z podatków CIT oraz PIT.

Tworzenie dobrobytu wymaga także odpowiedniej świadomości i wiedzy. Jako kraj przeszliśmy przez zasadnicze etapy transformacji: najpierw zupełnie sami, potem jako członek Unii Europejskiej. Teraz we-szliśmy w etap szczególny – skończyły się czasy, gdy popyt był wyższy od podaży w naszym kraju. Kilka lat temu weszliśmy w gospodarkę, w której nastąpiło nasycenie produktami – to włączyło nas w świat krajów, w których już się nie dostarcza produktu do klienta, ale trzeba mu ten produkt sprzedać w środowisku konkurencyjnym. Aby to robić – potrzebna jest wiedza i umiejętności – wtedy dołączymy do krajów wysoce konkurencyjnych. A to wymaga zmiany myślenia, działania oraz wiedzy i narzędzi, które trzeba zdobyć. I świadomości społeczeństwa w tym obszarze. To kolejny etap transformacji.

więcej informacji na stronie Fundacji Pomyśl o Przyszłości http://www.pomysloprzyszlosci.org