To przypomina ,,błędne koło”: niski PKB = niskie zarobki = niska konsumpcja = niskie PKB

PKB = konsumpcja w Polsce + (eksport – import) + inwestycje + wydatki rządowe

Jak to przerwać?

Powróćmy do punktu wyjścia naszych rozważań, czyli wartości PKB/os. W przybliżeniu określa ona średnie wynagrodzenie przypadające na obywatela danego kraju. Ponieważ PKB w Polsce jest niskie, mało zarabiamy. Skoro mało zarabiamy, mało konsumujemy i nie dajemy innym zarobić, mało korzystamy z usług rzemieślników, z restauracji, rzadziej wyjeżdżamy na wakacje w porównaniu z konsumentami z bogatych krajów.

Z przytoczonej definicji PKB wynika, że wartość konsumpcji jest bardzo ważnym składnikiem wpływającym na jego wielkość. Jeśli w kraju konsumujemy mało, w niewielkim stopniu przyczyniamy się do wzrostu PKB. Ponieważ zarabiamy mało, często szukamy tańszych towarów z importu, co dodatkowo (zgodnie z powyższą definicją) działa na niekorzyść dla naszego Produktu Krajowego Brutto.

Ktoś nieobeznany w zasadach ekonomii mógłby po-myśleć, że aby doprowadzić do wzrostu PKB, trzeba więcej konsumować, czyli wydawać więcej pieniędzy. Gdybyśmy mieli ich więcej, moglibyśmy za nie więcej kupić. Wtedy wzrosłoby PKB, wzrosłyby też nasze wynagrodzenia. Moglibyśmy więcej konsumować, a przez to napędzalibyśmy wzrost gospodarczy.

Czy w ten sposób wpadlibyśmy w „koło wiecznej szczęśliwości”? Niestety nie tędy droga. Wyjaśnijmy, dlaczego. Idąc dalej tokiem rozumowania naszego „ekonomicznego laika”, pieniądze na zwiększoną konsumpcję możemy uzyskać, dostając podwyżkę, można je też dodrukować albo od kogoś pożyczyć. Zastanówmy się jednak, co stałoby się wówczas z naszą gospodarką i naszymi zarobkami?

Sztuczne podniesienie wynagrodzeń

Wyobraźmy sobie, że nagle pensje w naszym kraju wzrastają dwukrotnie. W tej sytuacji polskie produkty obciążone wysokimi kosztami pracy stają się niekonkurencyjne wobec towarów zagranicznych. Nie można ich więc wyeksportować. Trudniej także sprzedać je w kraju, bo konsument wybrałby tańsze produkty z importu. W konsekwencji polscy producenci zmuszeni są zamknąć zakłady, a zagraniczni inwestorzy przenoszą swoje zakłady produkcyjne do tańszych krajów. Polacy tracą pracę, rośnie liczba bezrobotnych, a rynek pracy wymusza obniżkę wynagrodzeń. Teoretycznie można temu zapobiec, zabraniając kupowania obywatelom zagranicznych produktów i wyjazdów na urlopy do innych krajów. W praktyce takie rozwiązanie jest niemożliwe.

Sztuczne podniesienie wynagrodzeń spowoduje utratę miejsc pracy. Wzrost płac musi być poparty wzrostem

indywidualnej efektywności pracy i siłą gospodarki wspólnoty ekonomicznej, w której żyjemy.

Dodruk pieniędzy

Sztuczny wzrost konsumpcji następuje także wówczas, kiedy wzrost pensji jest wynikiem dodrukowania przez państwo pieniędzy. Ten scenariusz zawsze jednak prowadzi do inflacji i głębokiego kryzysu gospodarczego. Z tym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w latach 80., kiedy inflacja sięgała 500% rocznie.

Dodruk pieniędzy może być uzasadniony tylko wtedy gdy wprowadza się reformy, które pobudzą rozwój gospodarczy oraz kiedy konsumenci są na tyle świadomi że nie wywiozą od razu dodrukowanych pieniędzy za granicę (poprzez wczasy zagraniczne, zakup towarów konsumpcyjnych z importu).

Konsumpcja „na kredyt”

Ożywienie konsumpcji może być także skutkiem wydawania przez państwo i jego obywateli pożyczonych pieniędzy. Jednak i ten wariant zawsze pro-wadzi do finansowego krachu, czego najlepszym przykładem jest aktualna sytuacja gospodarcza Grecji i kryzys światowy. Przychodzi taki czas, kiedy już nikt więcej nie chce nam pożyczać, a trzeba zacząć spłacać długi wraz z odsetkami. Z takim właśnie scenariuszem mamy obecne do czynienia w naszym kraju. Państwo polskie w ostatnich latach zadłuża się coraz bardziej, a nasze zadłużenie rośnie szybciej niż siła polskiej gospodarki. Kiedyś będziemy musieli spłacić nie tylko zaciągnięty dług, ale również odsetki od tego długu. Odbędzie się to kosztem naszych wynagrodzeń. Państwo jeszcze bardziej obciąży nasze wynagrodzenia i wydatki, stąd nasza siła nabywcza spadnie. Jaki z tego wniosek? Aby osiągnąć trwały wzrost gospodarczy, a tym samym trwały wzrost naszych wynagrodzeń, trzeba najpierw efektywniej produkować i wytwarzać produkty lub usługi, za które chętnie zapłacą konsumenci z Polski i innych krajów. Jeżeli będzie rosła ilość odbiorców, polscy producenci będą mogli więcej produkować, a tym samym będą potrzebowali więcej pracowników. Wzrost zapotrzebowania na pracowników spowoduje wzrost wynagrodzeń. Większa produkcja z kolei pozwoli na większą efektywność firmy i pracownika, a tym samym uzyskiwanie korzyści z tytułu efektu skali. Firmy będą w stanie obniżać inne koszty bez podnoszenia cen produktów. Przedsiębiorców stać będzie na wyższe wynagrodzenia, a rynek pracy wymusi podwyżki. Wzrost wynagrodzeń będzie wówczas oparty na efektywności, a nie na kredycie. Tego procesu nie da się odwrócić.

Siła nabywcza obywateli jest wprost proporcjonalna do siły gospodarki państwa. Tylko przez wzrost efektywności gospodarczej całej naszej wspólnoty ekonomicznej stanowiącej przecież jeden organizm, można podnieść średnie wynagrodzenie w kraju. Jak to zrobić? I jak zwiększyć siłę nabywczą obywateli? Dopóki polskie produkty będą gorzej postrzegane w naszym rodzimym kraju aniżeli te pochodzące z importu, siła nabywcza polskiego społeczeństwa będzie niższa.

Zamożniejszy konsument jest w stanie więcej wydać. Im więcej zamożniejszych ludzi w Polsce, tym wyższa konsumpcja w Polsce, rośnie PKB i automatycznie rosną średnie wynagrodzenia. Warunkiem jest, aby ci zamożni ludzie konsumowali swoje bogactwo w Polsce, a nie za granicą.

Poza tym musimy tworzyć warunki do tego, aby bogaci ludzie z innych krajów (np. emeryci) bądź nasi rodacy przebywający na emigracji chcieli zamieszkać w Polsce. Wtedy, wydając w naszym kraju swoje pieniądze, będą powiększać nasz PKB i tworzyć bogactwo w naszym państwie.

więcej na stronie http://www.pomysloprzyszlosci.org