Mówi się, że w Unii Europejskiej nie ma granic dla towarów. W praktyce dzieje się tak tylko wówczas, kiedy towary z krajów tzw. „starej” Unii „jadą” do państw, które w ostatnich latach dołączyły do UE.

Natomiast jeśli przedsiębiorstwa z krajów „nowej” Unii chcą zaistnieć na rynkach krajów „starej” Unii, napotykają na szereg barier i trudności.

Jeśli polskie firmy chcą coś sprzedać w „starej” Unii, napotykają na szereg barier oficjalnych bądź nieoficjalnych. Bariery te często bywają dotkliwsze niż cła na poziomie np. 20%.

 

Rodzime firmy niemieckie czy francuskie są tak „okopane na swoich terytoriach”, że innym trudno cokolwiek uszczknąć z owego rynku.

Utrudnienia stanowią:

  • siła marki,
  • przywiązanie klientów do rodzimych produktów,
  • umowy na wyłączność,
  • normy wewnętrzne dopasowane do produktów rodzimych producentów,
  • kosztowne certyfikaty,
  • ubezpieczenia,
  • efekt skali w logistyce,
  • system rabatów, bonusów, nagród, prowizji,
  • patenty, wzory użytkowe,
  • wiedza o gospodarce wolnorynkowej tamtejszych konsumentów,
  • dostęp do najnowszych technologii,
  • ograniczenia dostępu do targów wystawienniczych,
  • odmawianie producentom z Europy Wschodniej sprzedaży wysoko zaawansowanych technologicznie części i komponentów do produkcji,
  • tworzenie takich kryteriów przetargowych, które umożliwią wygrywanie przetargów tylko ich rodzi-mym firmom.

 

Zdarza się, że w stosunku do producentów z Europy Wschodniej celowo wywołuje się niepokoje na zachodnich rynkach. Ma to prowadzić do zdyskredytowania wizerunku niechcianych konkurentów w oczach potencjalnych klientów.

W takiej sytuacji polskie firmy muszą przeznaczać znacznie więcej środków na organizację sprzedaży swoich produktów na rynkach Europy Zachodniej. Ponoszą więc wyższe koszty sprzedaży nawet o 30% w porównaniu z firmami ze „starych” krajów unijnych. Z tego powodu nie wystarcza środków na wyższe płace dla pracowników w Polsce, którzy te produkty wytwarzają.
To uniemożliwia polskim firmom równą konkurencję i promowanie swoich produktów na zagranicznych rynkach.

Rynki zachodnie „tolerują” wschodnią konkurencję pod warunkiem, że ta ma niewielki udział w rynku, produkuje z wykorzystaniem zachodnich surowców i komponentów oraz dostarcza produkty „pierwszej ceny”, na których zazwyczaj mniej się zarabia. Przykładem na to jest rynek okien pionowych. Polska ma bardzo duże szanse na uzyskanie pozycji europejskiego lidera w tej branży. Dlatego też dostawcy profili PVC do okien

– najczęściej firmy niemieckie – oferują polskim pro-ducentom tylko standardowe wersje profili. Natomiast bardziej innowacyjne, cieplejsze profile zarezerwowane są dla niemieckich producentów.

Przy wchodzeniu na rynki zagraniczne polskie przedsiębiorstwa muszą pokonywać nie tylko wspomniane utrudnienia. Napotykają także bariery mentalne.

Przykład 1

Kiedy duńska sieć Netto usiłowała wprowadzić do swojej oferty polskie produkty spożywcze, spotkało

się to z falą protestów duńskich klientów. Dołączyła do nich minister rolnictwa Danii Miette Gierskov,

która na swoim twitterze napisała:       Netto będzie kupować polskie produkty Hm. To oznacza więcej pestycydów,

gorsze traktowanie zwierząt i niższe płace. Wybór należy do was”.

W odpowiedzi na rozpętaną przez duńskich konsumentów burzę szef sieci

Netto stwierdził: „Klienci chcą duńskich produktów, a to od nich zależy, co wstawimy na półki w naszych klepach”15

 

Przykład 2

Polskie firmy wystawiające się na targach zagranicznych często spotykają się z ograniczeniami w dostępie do dobrze eksponowanych i odpowiednio dużych stoisk wystawienniczych. Lepsze i większe stoiska zarezerwowane są dla dużych firm z Europy Zachodniej, natomiast nasi rodzimi przedsiębiorcy zmuszeni są do zakupu powierzchni w mniej prestiżowych lokalizacjach, gdzie przychodzi odpowiednio mniej klientów.

 

Przykład 3

Zamach na polskie firmy świadczące usługi na terenie Niemiec?

 

Polskie firmy, ze względu na brak korzyści z tytułu efektu skali, nie zawsze są w stanie konkurować z firmami niemieckimi

w produkcji towarów. Inaczej jest w sferze usług, gdzie efekt skali ma znaczenie marginalne. Dlatego też polskie firmy budowlane czy

transportowe coraz śmielej wchodziły na rynek niemiecki. Aby to ograniczyć, rząd niemiecki wprowadził

z dniem 1 stycznia 2015 roku obowiązek stosowania niemieckiej płacy minimalnej dla pracowników polskich firm wykonujących usługi

na terenie Niemiec, co dodatkowo wiąże się z kontrolami i biurokracją.

W konsekwencji polskie firmy również na rynku usług przestaną być konkurencyjne, a polscy pracownicy

stracą pracę. A przecież w Unii Europejskiej miał być swobodny przepływ towarów i usług.

Ciekawi  jesteśmy, czy nasz rząd zareaguje w ten sam sposób, nakładając obowiązek na niemieckie firmy dystrybucyjno-handlowe

działające  w Polsce, obowiązek niemieckiej płacy minimalnej.


Przykład 4

Wielką barierę dla wejścia polskich produktów na rynek Europy Zachodniej stanowią wspomniane lokalne certyfikaty. Nie dlatego, że polskie produkty ich nie spełniają, tylko ze względu na czas, koszt i energię jakiej wymaga ich uzyskanie.

Zachodnie instytuty wobec zewnętrznych firm stosują politykę skąpego informowania i przedłużania rozmów w nieskończoność. Nie są respektowane wykonane w innych krajach badania, w przypadku Francji

muszą to być badania z francuskich instytutów, dla Niemiec z instytutów niemieckich. Dodatkowo na producentów nakładany jest nadzór nad produkcją, który wiąże się z kosztownymi audytami odbywającymi się kilka razy w roku oraz dodatkowym testowaniem produktów.

Jeśli policzymy wszystkie roczne koszty certyfikatu i porównamy z roczną sprzedażą produktu na dany rynek, to koszt certyfikatu w cenie produktu często stanowi kilkadziesiąt procent. Ten sam certyfikat dla rodzimej firmy niemieckiej czy francuskiej w cenie produktu stanowi promile, gdyż mają mniejsze kosz-ty certyfikacji oraz dużo większą sprzedaż.

Taki system certyfikacji w Europie powoduje, że polskie produkty nie mają szans być konkurencyjne na tamtych rynkach ze względu na cenę, bo sam certyfikat podraża je np. o 20%. Co prawda, możemy wwozić na teren Unii Europejskiej towary i je tam sprzedawać, ale na budowach już bez lokalnych certyfikatów stosować ich nie wolno.

Przykład 5

O tym jak świadomość i wiedza na temat gospodarki wolnorynkowej pomaga w budowaniu dobrobytu w zamożnych krajach Europy Zachodniej pokazuje poniższy przykład.

Czołowy polski producent kabli złożył ofertę na do-stawę swoich produktów do dużego koncernu z branży energetycznej w jednym z zamożnych krajów Unii Europejskiej. Podczas rozmowy Prezesów obu firm omawiano zalety oferty. Ponieważ jakość produktu oferowanego przez polskiego producenta jak również warunki handlowe nie odbiegały od jakości i warunków zachodniego koncernu skupiono się na kwestii ceny. Ta oczywiście była znacznie korzystniejsza

 

Źródło : pomysloprzyszlosci.org

 

Więcej na stronie Fundacji : http://www.pomysloprzyszlosci.org